Rzym na długi weekend

„Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”

Zgodnie z tym powiedzeniem liczyłem na to, że i kiedyś moja droga mnie tam zaprowadzi. Zobaczenie wiecznego miasta było moim marzeniem , od kiedy pamiętam. Nie wiem, czy za sprawą swojej historii, czy to popkultura, która na każdym kroku przypomina nam, że jest to miasto, które trzeba zobaczyć. A może dlatego, że Rzym jest stolicą Włoszech, Państwa, które od zawsze mnie fascynuje.

Znając już datę wylotu na samą myśl o tym, że zobaczę na żywo Koloseum, miałem motyle w brzuchu!
Rezerwując lot kilka miesięcy wcześniej, można znaleźć naprawdę przyzwoitą ofertę.

Kilka dni przed wyjazdem zrobiliśmy mały research na temat tego, co warto zobaczyć w Rzymie. Ilość informacji oraz podpunktów „must see” potrafi wywołać zawrót głowy. Do tego na każdym kroku informacja w stylu „By zwiedzić Rzym, musisz wziąć minimum miesiąc urlopu”.

My na mieliśmy tylko 5 dni! Na szczęście nie należymy do osób, które koniecznie muszą odhaczyć każdy zabytek. Wytyczyliśmy sobie tylko kilka głównych celów.

Ciach i jesteśmy na lotnisku Fiumicino 🙂 Kupujemy bilet autobusowy, by dojechać do Ostii, nadmorskiej dzielnicy Rzymu gdzie mamy zarezerwowany nocleg.

Niestety, spontaniczne wybory (tj. podjęcie decyzji o locie, zakupienie lotu oraz znalezienie hotelu zajęło nam jakieś 15 minut :D) niosą ze sobą pewne konsekwencje

W naszym wypadku Hotel był oddalony od Centrum jakieś 25 km, a na przystanek metro mieliśmy około 30 minut pieszo… Tutaj niezwykle pomocni okazali się włoscy kierowcy i praktycznie za każdym razem udało nam się złapać stopa, nawet późno w nocy!

Koloseum

Jest! Widać je z oddali, podnieceni szybkim krokiem przebijamy się między tłumami turystów. Co krok omijamy jakieś ładne miejsce ze słowami na ustach „później tutaj wrócimy”.
Ten moment, gdy przed nami ukazał się jeden z 7 cudów świata… skłamałbym, gdybym nie napisał, że poczułem lekki zawód. W głowie miałem wyidealizowaną wizje tego miejsca i chyba żaden widok nie sprostałby moim oczekiwaniom.

Przez cały czas Koloseum było obok, z bardzo wielu miejsc docierał do nas jego widok.
Wieczorową porą zmęczeni chodzeniem usiedliśmy na ławeczce tuż przy Koloseum z butelką wina i paczką tanich czipsów. W tle chodzą ludzie, robią sobie zdjęcia. My rozmawiamy przy winie o sprawach mało ważnych i nagle BUM dotarło… ale to Koloseum jest MAJESTATYCZNE!

Ogromne piękne, przesiąknięte historią, której woń można było odczuć w powietrzu! Być może to romantyczna atmosfera lub spóźniony zapłon przez nadmiar emocji. Nie mam pojęcia, ale ciarki na całym ciele mówiły mi, że to na to czekałem!

Bilety do Koleseum możecie zakupić TUTAJ.

Fontanna di Trevi

W Rzymie jest ponad 300 fontann, ale żadna nie robi takiego wrażenia jak di Trevi.
Urokliwe kamienice dookoła, turkusowa woda, potężny Neptun oraz rozmiar fontanny tworzy niepowtarzalny klimat. Każda z postaci na fontannie ma swoją symbolikę.
Przed wyjazdem mieliśmy plany na zrobienie jakiegoś super zdjęcia, jednakże było to najbardziej oblegane miejsce w całym Rzymie. Ciężko było się dopchać, by wrzucić monetę a co dopiero zrobić dobre zdjęcie.

Monetę oczywiście wrzuciliśmy zgodnie z powiedzeniem od tyłu przez prawe ramię, żeby zapewnić sobie powrót do wiecznego miasta 🙂

Warto zaznaczyć, że pieniądze są wyławiane przez władze miasta i przeznaczane na utrzymanie zabytków oraz na potrzeby biednych w Rzymie.

Ołtarz Ojczyzny w Rzymie

Budowla, która na pierwszy rzut oka zrobiła na mnie największe wrażenie wizualne.
Mimo że jak na włoskie zabytki jest dość nowa, bo data ukończenia budowy to rok 1911. Powstał dla uczczenia wydarzenia, jakim było Zjednoczenie Włoch. We wnętrzu mieści się muzeum historyczne poświęcone również temu wydarzeniu.

W centralnej części stoi monumentalny, 12-metrowy pomnik króla Vittorio Emanuele II.

pomnik króla Vittorio Emanuele II
Interesujący jest fakt, że, ołtarz zdobi 16 posągów, każdy symbolizuje dany region Włoch i robiony jest przez artystę pochodzącego właśnie z tego regionu.


Budynek ma 81 wysokości i warto pokusić się o wejście na samą górę, widać z niej całą panoramę miasta! Wejście jest darmowe 🙂

Panteon

Nie Koloseum, nie schody hiszpańskie czy fontanna di trevi. To Panteon zrobił na Marcie największe wrażenie!
Chyba ze względu na jego wielkość i bardzo surowy stan. W końcu to on jest najlepiej zachowaną budowlą starożytnego Rzymu. Daje mocne wyobrażenie tego, jak mogło wyglądać miasto wiele lat temu.

Panteon jest otwarty dla turystów i można swobodnie wejść do środka.

Czym by był wypad do Włoch bez pizzy ?

Mieliśmy wielkie nadzieje przez zasłyszane opinie „najlepsza na świecie jest pizza zjedzona we Włoszech” Próbowaliśmy kilku, każda była pyszna, ale nie pasowały do naszego wyobrażenia idealnej pizzy. 🍕

Próbowaliśmy też kilku potraw…
Mieliśmy przyjemność zjeść najlepsze Spaghetti Carbonara w życiu! Nie wyobrażalne jest, że tak proste danie może tak smakować. Na samo wspomnienie ślinka cieknie. 😋
W innym miejscu zjedliśmy średnią Lasagne Bolognese, nie skromnie mówiąc robię smaczniejszą. 😊

Marta oczywiście pokusiła się również o deser, jej ukochane tiramisu.

Według Nas w Rzymie są dwie możliwości jedzenia:
Możemy zjeść w pięknej restauracji w samym centrum z widokiem na Koloseum z raczej średnim jedzeniem.
ALBO
Oddalić się od centrum, znaleźć małą rodzinną włoską knajpę i zjeść przepyszne jedzenie w naprawdę włoskim klimacie. Gdzie pracownicy siedzą sobie przed restauracją na krzesełkach, popalając papierosa i jak na włochów przystało, ekspresyjnie dyskutują, na jakiś temat przy espresso ☕️

Ostia

Nasz hostel znajdował się w nadmorskiej dzielnicy Rzymu Ostii. W związku z tym postanowiliśmy jeden poranek przeznaczyć na plażowanie. Zmotywowani ponad 30-stopniowym upałem ruszamy w drogę na plaże.
Oj jakież rozczarowanie, gdy dotarliśmy na miejsce… Jeżeli widziałeś kiedyś brudną plażę, to na pewno była czystsza, niż ta w Rzymie. Brudny szary piasek z petami papierosów, pustymi butelkami i Bóg wie czym jeszcze. Krótko mówiąc, nie polecamy.

Jednakże Ostia nocą to zupełnie co innego. Molo w weekend żyło! Pełne restauracje, pokazy na ulicach, ludzie spacerujący przy molo, delikatny wiaterek i szum morza. Coś pięknego 💗

Ostia znajduję się około 30 km od centrum. Oddalając się troszkę od stacji metra, możemy zobaczyć prawdziwe życie w wiecznym mieście. Wielkie szare bloki, na ulicach bród i przykry zapach, na parkinach samochody, które prawdopodobnie nie jeździły od długiego czasu. Większość interesów pozamykana, w pustych lokalach powybijane szyby. Na ulicy sporo żebrzących ludzi. Niestety nie jest już tak bajkowo, jak w centrum. 😩

Watykan

Najmniejsze Państwo na świecie, w którym mieszka zaledwie kilkuset obywateli.
Głównie są to dostojnicy kościelni i gwardia szwajcarska z rodzinami.

Do Watykanu dojeżdżamy metrem i pierwszą rzeczą mocno zauważalną są ceny, dużo wyższe niż w centrum Rzymu. Jeśli macie ograniczony budżet polecamy zabrać ze sobą prowiant.

Zwiedzanie rozpoczynamy od wejścia na Plac Świętego Piotra zaprojektowany przez słynnego Lorenzo Berniniego, aby jego kształt przypominał matczyne ręce kościoła wyciągnięte do wiernych.

Trzeba przyznać, że sam plac na ekranie telewizora wydaję się dużo większy 😉

Największe wrażenie robi na nas kolumnada 140 rzeźb świętych.

Kolejka do Bazyliki jest ogromna a fakt, że na dworze było 35 stopni, dodatkowo zniechęca do czekania. No ale nie poddajemy się i pędzimy na sam koniec kolejki. Wstęp do bazyliki jest bezpłatny, warto natomiast zaznaczyć, że kobiety muszą mieć zasłonięte ramiona i nogi dlatego lepiej się wcześniej odpowiednio ubrać.

Jeśli jednak o tym zapomnimy, nie jesteśmy straceni. Za 10 Euro możemy kupić dużą chustę u ulicznych handlarzy. Jeśli trochę po negocjujemy dostaniemy ją za 3 Euro 😀 Po godzinie stania i przejściu przez bramki kontrolne ruszamy do bazyliki.

W bazylice pierwsze co uderza w nas to klimat. Ogromna kaplica, która aż bije po oczach przepychem i bogactwem. W środku masa wiernych śpiewająca melodyjne pieśni. Ciarki na całym ciele, w środku po prostu czujemy, że nie jest to zwykłe miejsce. W samej bazylice spędzamy sporo czasu, podziwiając przepiękne wnętrze bazyliki. Oczywiście odwiedzamy grób Jana Pawła 2, czemu towarzyszą niezwykłe emocje.

Niestety nie wjechaliśmy na szczyt kopuły i nie odwiedziliśmy muzeum Watykańskiego, ale drobne zostały wrzucone do fontanny di Trevi, także wrócimy tu i nadrobimy zaległości!

Opuszczamy plac Świętego Piotra i szeroką drogą Via della Conciliazione ruszamy w kierunku Castel Sant’Angelo. Polska nazwa to zamek świętego anioła, budowla została ukończona w 139 r. Sam budynek nie należy do najpiękniejszych. Natomiast piękne są widoki wszystkiego dookoła czy sam widok na Watykan.

Rzym ma to do siebie, że na każdym kroku spotykamy jakiś cud architektury, nasze poznawanie wiecznego miasta było dość chaotyczne. Spacerowaliśmy uliczkami bez mapy i ciśnienia na „atrakcje Rzymu” i całkiem przypadkiem trafialiśmy na zabytki. Natomiast 5 dni w Rzymie, jeśli musicie koniecznie zobaczyć wszystko, co miasto ma do zaoferowania to zdecydowanie za mało 🙂

Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, by zobaczyć Rzym, to po prostu zabukuj bilety, bo trzeba go zobaczyć. Mimo tego, że miałem troszkę inne oczekiwania i momentami Rzym mnie rozczarowywał, to jednak jest to miasto magiczne, które dostarcza wielu emocji!