Co ciekawego w Amsterdamie?

Amsterdam, do którego odwiedziny przekładamy regularnie od jakiś trzech, a może nawet czterech lat. W tym roku jednak się udało! Święta Wielkanocne postanowiliśmy spędzić w najbardziej wyzwolonym mieście Europy.

Termin okazał się nieco zgubny, kupiliśmy bilet w jedną stronę i po cichu liczyliśmy, że ceny biletów powrotnych nieco się zmniejszą, jednak było coraz gorzej.

Dodatkowo warto zaznaczyć, że noclegi w Amsterdamie należą do dość drogich, właściwie ciężko znaleźć jakiś poniżej 100 euro za dobę. W okresie świątecznym ta już wygórowana cena poszła mocno do góry. Na ratunek przyszła nam facebookowa grupa „Polacy w Amsterdamie”, po godzinie udało nam się znaleźć nocleg u naszych rodaków oddalony od lotniska 10 minut miejskich autobusem, a od centrum 25 minut, za 50 Euro.

Miasto czerwonych latarni, kanałów, legalnej marihuany, wiatraków, serów, tulipanów, rowerów.

Oj trzeba przyznać, że Holandia znaków szczególnych ma naprawdę sporo.


Jednak pierwszą rzeczą, która w nas mocno uderzyła w Amsterdamie, był język niderlandzki. Śmiało, można zaryzykować stwierdzenie, że drażni ucho bardziej niż język niemiecki! Gdy w tramwaju siedziała obok nas grupka żywo dyskutujących nastolatek, głowa pękała do tego stopnia, że modliliśmy się o nasz przystanek.

Holenderskie sery
❤️

Kolejną ciekawostką językową był fakt, że dosłownie KAŻDY potrafi mówić w języku angielskim i to na naprawdę wysokim poziomie. Nie ma znaczenia czy to owa nastolatka, czy 65-letnia kobieta. Mimo twardego holenderskiego języka, gdy zaczynają mówić w języku angielskim, mówią z bardzo ładnym akcentem.

Rowery

Amsterdam to rowerowy zawrót głowy, rowery są dosłownie wszędzie. Można odebrać wrażenie, że rowerów jest znacznie więcej niż ludzi. Drogi są przystosowane dla rowerzystów. O ile na początku byliśmy tym zafascynowani, po czasie stało się to bardzo uciążliwe, kilka razy szczęściem udało się uniknąć stłuczki. Będąc w Amsterdamie tylko w odwiedzinach, nie jesteśmy nauczeni tamtejszych zasad i przez sekundę nieuwagi możemy zostać potrąceni przez rowerzystę.

Statkiem po kanałach

Zdecydowanie Jedna z największych atrakcji Amsterdamu, jest półtorej godzinny rejs statkiem. Podczas rejsu zobaczycie miasto z zupełnie innej perspektywy niż podczas pieszego spaceru. Zdecydowanie polecamy ten rodzaj zwiedzania, relaksując się, zobaczycie sporą część miasta. Do tego anglojęzyczny przewodnik opowie Wam kilka ciekawych faktów, o napotkanych miejscach.

Krzywe domy

Atrakcja, której długo nie musicie szukać. Większość domów przy kanałach jest krzywa. Wynika to z kilku faktów.

Przede wszystkim tereny przy kanałach są podmokłe, żeby postawić na nich dom, trzeba ustabilizować podłoże. W tym celu wbijano w ziemie drewniane pale, jednak dawniej drewno było towarem deficytowym, więc Holendrzy uznali, że niekoniecznie trzeba wbijać ich tak dużo. 😁

Kolejnym powodem jest rozmiar podłoża domów. Dom przy kanałach był wyznacznikiem wysokiego statusu społecznego, jednak stawka za zabudowaną powierzchnie była niebotycznie wysoka. Domy więc są wąskie, tak wąskie, że przez drzwi nie wniesiecie żadnego dużego przedmiotu. Wszystkie rzeczy wciągane są przez okno (często można zobaczyć hak na czubku domów). Aby nie uszkodzić przy tym fasady budynku, jest on pochylony do przodu.
Jeśli zdecydujecie się na rejs łódką, zobaczycie wszystkie najciekawsze domy 😉

Dzielnica czerwonych latarni

Miejsce, gdzie prostytucja jest legalna, a za czerwonych witryn prężą się kobiety, zachęcając każdego przechodnia do skorzystania z ich usług. Jedni patrzą na Nie ze współczuciem i politowaniem, inni z pogardą. Dla dużej grupy mężczyzn ta ulica jest jedynym powodem wycieczki do Holenderskiej stolicy. Nie mniej jednak wszyscy przychodzą, oglądają i jednocześnie wspierają ten biznes.
Pierwsze co uderza w tym miejscu to TŁUMY, po Red Lighcie poruszamy się w korku pieszych!
Kobiet świadczących usługi jest tam naprawdę sporo, każdego koloru skóry czy rasy. Od takich, które operacjami plastycznymi mają „ulepszone” chyba wszystko, co się da, do naturalnych, zniewalająco pięknych kobiet.

W tym miejscu nikt się nie krepuję, mężczyźni pukają w okienko, ustalają cenę i po chwili znikają za kotarą, żeby oddać się słynnym rozkoszą.

Ogrody tulipanów Keukenof

Siedem milionów tulipanów w jednym miejscu! Właśnie ono zrobiło na nas zdecydowanie największe wrażenie z całej kilkudniowej wycieczki po Amsterdamie.

32 hektary powierzchni wysadzone ponad 800 gatunkami kwiatów, czy może być piękniej?

Ogromne skupiska kwiatów starannie poukładane w przeróżne kompozycje.

Miejsce jest przepiękne, co za tym idzie niezwykle popularne. Sugerujemy wybrać się z samego rana, kiedy nie jest jeszcze aż tak tłoczno. W naszym wypadku gdy wybiła godzina 12:00 przyjemne zwiedzanie, zamieniło się w przepychanie w tłumach ludzi i cała przyjemność zwiedzania się zatraciła.

Musimy zaznaczyć, że ogrody są otwarte tylko przez krótki okres w ciągu roku tj.od 21 marca do 25 maja we wszystkie dni tygodnia.

Nasz pobyt w Amsterdamie jak widać, nie był szczególnie intensywny. Weekend spędziliśmy głównie, leniwie spacerując po mieście, podziwiając przepiękną architekturę. Wylegiwaliśmy się w Vondelparku, łapiąc przy tym promienie słońca. A w ostatni dzień czuliśmy się jak dzieci, biegając po Ogrodach jak z bajki. Nie zakochaliśmy się w Amsterdamie, ale jest to zdecydowanie miejsce, gdzie przyjemnie trwoni się czas. 😉

Jeśli Was Amsterdam zauroczył, opowiedzcie nam o tym w komentarzu, może i my spróbujemy dać mu kolejną szansę.
👌